Około godziny trwała w czwartek dyskusja na szczycie UE w Brukseli na temat zmian klimatycznych. KE zaproponowała, by cel redukcji gazów cieplarnianych na 2030 r. został podniesiony z obecnych 40 do 55 proc. względem poziomu z 1990 r. Premier Czech Andrzej Babisz, w imieniu premiera Mateusza Morawieckiego, który z powodu kwarantanny nie mógł osobiście się pojawić, przeczytał stanowisko Polski przygotowane na Radę Europejską. Polska zaproponowała szereg poprawek do konkluzji w sprawie nowych celów klimatycznych. Według Warszawy zaplanowana na grudzień ostateczna decyzja UE w tej sprawie powinna być poprzedzona szerokimi konsultacjami ze wszystkimi stolicami. Sceptycznie na wyśrubowany cel redukcji emisji CO2, poza Polską, patrzą też Bułgaria, Czechy i Węgry. W UE są jednak i kraje, które uważają, że 55 proc. to za mało i redukcja powinna wynosić 60, a nawet 65 proc. Ma to swoje odbicie w ostatecznym tekście zaaprobowanym przez liderów. Wezwali oni bowiem Komisję Europejską do przeprowadzenia pogłębionych konsultacji z państwami członkowskimi, żeby ocenić ich sytuacje i dostarczyć więcej informacji na temat wpływu nowego celu na kraje UE.

Więcej