Pod koniec lipca rząd przyjął uchwałę w sprawie terminala instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych w Gdyni. Wszystko wskazuje jednak na to, że realne możliwości Portu Gdynia nie pokrywają się z politycznymi deklaracjami odnośnie do projektów instalacji turbin wiatrowych, a największe projekty będą musiały zostać przejęte przez inne porty, aby zostać wybudowane na czas. Podejmowane obecnie decyzje inwestycyjne rozstrzygną, jaką rolę odegrają polskie porty w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej.

Początkowo wsparcie ma otrzymać siedem projektów: Baltic 2 i Baltic 3 rozwijane przez PGE/Orsted, Bałtyk II i Bałtyk III Polenergii/Equinora, Baltic Power PKN Orlen/Northland Power, Ocean Winds oraz projekt BTI-RWE na łączną moc 5,9 GW mocy.

Jak zauważył Michał Kołodziejczyk, prezes Equinor Polska, do postawienia jest około 500 turbin w przeciągu 3-4 lat. Zagęszczenie projektów w tak krótkim czasie stanowić będzie ogromne wyzwanie dla Portu Gdynia. Jednym z kluczowych elementów związanych z kosztami i terminowością realizacji inwestycji jest również odległość terminala instalacyjnego od miejsca realizacji inwestycji morskich farm wiatrowych.

Inwestorzy wiedzą, że Port Gdynia jest polskim liderem w obsłudze elementów turbin wiatrowych i ma potencjał, by odegrać kluczową rolę w budowie morskich farm wiatrowych na Bałtyku jako port instalacyjny, jednak obawiają się, że nie zdąży on przygotować się do czasu rozpoczęcia budowy farm offshore. Projekt Krajowego Planu Odbudowy zakłada oddanie do użytku portu instalacyjnego pod koniec 2024 roku. Przewidywana jest budowa głębokowodnego terminalu instalacyjnego o powierzchni ok. 30 ha, umożliwiającego jednoczesną obsługę 2 jednostek instalacyjnych. Port Gdynia poinformował, że terminal zewnętrzny będzie budowany w trzech fazach, które rozpoczną się w 2024 i będą trwać do 2027, projekt natomiast będzie realizowany w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

Opóźnienie harmonogramu może wpłynąć na znaczące wydłużenie całej budowy zwłaszcza dużych projektów. Swoje obawy wyrazili w tym temacie prezesi PGE Baltica i Baltic Power. Prezes PGE Baltica – Monika Morawicka –  nie wyobraża sobie instalowania farm offshorowych z innego miejsca niż z Polski. Przypomniała jednak o możliwości długich procesów dotyczących pozwoleń potrzebnych do budowy farm wiatrowych na morzu i na tej podstawie sceptycznie oceniła możliwość wybudowania portu zewnętrznego w wyznaczonym czasie.

Natomiast prezes Baltic Power Jarosław Broda zauważył, że nie tylko pozostało niewiele czasu, ale również nie ma zbyt dużo alternatywnych rozwiązań na Bałtyku. Podkreślił, że do początku przyszłego roku powinny zapaść decyzje inwestycyjne, jak również powinien zostać zaprezentowany harmonogram, według którego w 2024 roku w Gdyni będzie można zobaczyć port zewnętrzny. Liczy się również z możliwością realizowania projektu z innego miejsca niż Polska, jeżeli port nie zostanie wybudowany na czas.

Nawet sam Port Gdynia potwierdza, że w pierwszej fazie nie da rady obsłużyć dużych projektów, gdyby ich budowa miała ruszyć zgodnie z ich przyjętymi harmonogramami.

Jak powiedział Maciej Krzesiński, dyrektor ds. marketingu i współpracy z zagranicą Zarządu Portu Morskiego Gdynia, do drugiej połowy 2024 roku mogą zostać przygotowane rozwiązania pomostowe w porcie wewnętrznym, które sprawdzą się dla małych projektów jak np. RWE, ewentualnie obsłużenia tylko części dużych projektów, które na pewno nie zostaną ukończone w całości. Zauważył jednak, że nie ma pewności, że inwestorzy dotrzymają swoich harmonogramów, a od połowy 2026 roku będą mieli do dyspozycji port zewnętrzny. Zdradził również, że Port Gdynia pozyskał pieniądze z obligacji Skarbu Państwa na budowę falochronów, by osłonić pirs zewnętrzny.

Więcej